Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2013

Wracam

Dawno mnie tu nie było, ale już jestem. I będę powracać, bo po kilku miesiącach zupełnie innych potrzeb, stanów i działań, znowu pisać chcę i mam o czym.

Te kilka miesięcy temu przyznałam się, że mamy z Arkiem dylemat - Jak żyć? Czy piąć się po korporacyjnej drabinie i konsekwentnie kierując swoją karierą dążyć do coraz większych pieniędzy i stanowisk, które pozwolą nam żyć w większym mieszkaniu, w lepszych ubraniach, z lepszymi perspektywami na dostatnią emeryturę? Czy rzucić wszystko i "z jedną parą japonek i oszczędnościami z rozbitej skarbonki wyruszyć w świat –  bez planów i pracy. By pisać, opisywać, głowę otworzyć tylko na przeżywanie i tworzenie, bez obciążających ją myśli o rzeczach nieważnych. Robić to, co daje mi szczęście – być z moimi chłopakami, pisać i oglądać świat.” To nie było tylko takie sobie pisanie, ale prawdziwa walka z bardzo skrajnymi emocjami, lękiem przed wykroczeniem poza swoją strefę komfortu, przyzwyczajeniami, oceną innych. Wreszcie podjęliśmy decyzję i teraz, kiedy jest oficjalna, mogę zacząć się nią cieszyć (nie przestając się jednocześnie obawiać, wahać i denerwować).

We wrześniu wyruszamy w świat. Wracamy za 9 miesięcy. Zobaczymy co się urodzi, co zmieni, co polepszy, co zepsuje, co przerazi, co zachwyci. Trzymajcie kciuki. Będziemy nadawać na bieżąco, już wkrótce.

Zdjęcie Ewa Suszek, graffiti znalezione na poddawanemu rozbiórce budynku obok mojej pracy

Best Blogger Tips

wtorek, 16 października 2012

I dopadła mnie jesień

Fot Arek Suszek

 
Cały miniony tydzień próbowałam się oszukiwać, że rozejdę zapowiadające się przeziębienie, że dreszcze miną, a lekki jeszcze ból klatki piersiowej nie rozwinie się w nic poważnego. Bo tyle jest do zrobienia. No i skończyłam bez ruchu w łóżku, zawirusowana, całą niedzielę na zmianę śpiąc i przewracając się w gorączce z boku na bok. Bezsilna zupełnie. Wiktor przybiegał do mnie co jakiś czas i troskliwie głaskał mnie po głowie, mówiąc „Ja się Tobą zaopiekuję Mamusiu”. Oczywiście nie przeszkadzało mu to jednocześnie skakać po łóżku bez zrozumienia dla obezwładniającego mnie bólu całego ciała...

Dzisiaj była u mnie lekarka, która stwierdziwszy ostre wirusowe zapalenie górnych dróg oddechowych nakazała oszczędzający tryb życia, nawadnianie i spokój. A ja co, ledwo wyszła, dzwonię do pracy, włączam firmowego maila i sprawdzam i piszę i rozsyłam. Czy rzeczywiście jest tak, że jeżeli przez trzy dni jakieś rzeczy się nie zadzieją, to świat - w znaczeniu moja firma - padnie? Czy to poczucie nieuzasadnionej niezbędności, a może właśnie obawa przed byciem niepotrzebnym? A może nieumiejętność BYCIA chorym i potrzeba DZIAŁANIA niezależnie od okoliczności? Bo tu nie tylko o chorowanie przecież chodzi. Odkąd zaczęłam prowadzić bloga, potem myśleć o promowaniu idei pisania listów do dzieci czy wydaniu książki (w mojej głowie nazywanej „tą prawdziwą”, chociaż tak naprawdę to jeszcze nie znam jej kształtu ani treści ;)) każda chwila, którą mogę nazwać wolną (czyli najczęściej po położeniu spać Wiktora ok. 21.00) staje się czasem walki w moje głowie – na co ten wolny czas poświęcić? Któremu z planowanych działań poświęcić cenne 2-3 godziny? Bardzo rzadko, co mnie smuci ostatnio, poświęcam ten czas na czytanie, oglądanie filmów tylko z czystej przyjemności. Tak bardzo skupiłam się na poszukiwaniu dla siebie ekspresji, że zapomniałam jak bardzo lubię przyjmować od innych. Wpadłam w pułapkę obowiązku bycia kreatywnym, zapominając o tym, że mało co tak niszczy tę kreatywność jak obowiązek.

No więc kiedy już załatwiłam dzisiaj służbowe pożary (być może tylko ja je tak postrzegałam), położyłam się na kanapie, włączyłam telewizor i oglądałam jakąś udawaną rozprawę sądową. Świadoma znikomej wartości artystycznej programu zaczęłam skakać po kanałach próbując znaleźć coś, co by mnie zaciekawiło naprawdę. Ciągle towarzyszyło mi poczucie marnowania czasu, nie korzystania z danych mi dodatkowych chwil na robienie swoich rzeczy. I już po chwili miałam w ręku  książkę, notes, jednocześnie próbując oglądać, czytać i zapisywać. Słaby to odpoczynek. To niesamowite, że tak trudno powiedzieć sobie, że oto mam prawo nie robić nic, tylko oglądać głupie seriale i pić dużo herbaty...

PS  No i jak ja mam Wiktorowi w oczy patrząc nadal mówić "One apple a day keeps doctors away"? Objadałam się na darmo???


PS 2 Swoją drogą, patrząc tak na zdjęciu na mnie i Wiktora, to jesteśmy podobni jak te dwa jabłka, co nie?


Best Blogger Tips

niedziela, 7 października 2012

P.S.

Dużo miałam osobistych komentarzy po tym co napisałam  – od trzydziestolatek+ w kryzysowym momencie swojego życia. Nie radzących sobie czasem z wymaganiami, rozdygotanych wewnętrznie, z włosami, które nie są idealnie gładkie i w ubraniach, które noszą ślady zużycia. W nudnej lub stresującej pracy,  w której nikt ich nie docenia. Z mężem lub facetem, z którym nie przeżywają ekscytujących przygód i romantycznych uniesień. Niepewne siebie, emocjonalnie zablokowane, prawie jak nastolatki. Niedojrzałość połączona z pierwszymi poważnymi oznakami dojrzałości. Fatalne połączenie, które się fatalnie znosi. Też byłam w tym miejscu, też płakałam zwinięta w kłębek niepewna swoich pragnień. Tak pisałam ponad cztery lata temu:

1 lutego 2008
Błędne koło. Czy ja rzeczywiście jestem bezradna, rozkosznie rozbrajająca półsierotka, która zawsze coś zepsuje, przewróci lub zgubi. Czy to samospełniająca się przepowiednia, ramy są zarysowane, w które się wpasowuję, nie zastanawiając się nad swoimi prawdziwymi umiejętnościami, skłonnościami czy zdolnością do panowania nad swoimi odruchami. Myślę czasem, że jest jakiś tam wizerunek mnie, który jest odległy od prawdziwego mojego „ja”, ale tak mocno się wbił i tak pasuje społecznie, że wygodniej jest mi go utrzymywać niż zmienić. Czy możliwe jest „dokopanie się” do źródła mojego charakteru czy zachowań bez odniesienia się do Arka? Chciałbym moc dowiedzieć się o sobie bez tego długoletniego, obarczonego najróżniejszymi kontekstami, związku. „Kim byłabym bez niego?” Jak rozwinęłoby się moje „ja” gdybym była z kimś innym? Gdybym trochę mieszkała sama, sama musiała dbać o finanse, rachunki. Gdybym miała złamane serce, nieprzyjemne zerwanie, potworną kłótnię z koleżanką, która odbiła mi chłopaka?


Jakkolwiek niewiarygodnie to może zabrzmieć, to był  piękny moment, dający szansę na wielką i dobrą zmianę. Jedyną i najważniejszą zmianę. Na przekonanie się, że wszystko czego mi potrzeba do szczęścia jest we mnie. Że żadne zewnętrzne okoliczności nie są w stanie mnie zepsuć. I w logicznej konsekwencji, że nic nie było w stanie mnie zepsuć wcześniej.Dzisiaj krótko, ale pociągnę temat. Pozdrowienia Drodzy.


Fot Arek Suszek (księżyc pod koniec lutego 2008)

Best Blogger Tips

piątek, 31 sierpnia 2012

Uzmysławianie

Fot. Arek Suszek
 
Wróciliśmy znad morza. Ukochanego, rozkołysanego morza, które łaskawie nie przyniosło wietrznej i deszczowej pogody tak częstej nad Bałtykiem – wprost przeciwnie grzało nas słońcem przez większość pobytu i łagodziło czasem napięta atmosferę, której nie sposób uniknąć kiedy spędza się wakacje z trzema najważniejszymi mężczyznami życia – ojcem, mężem i synem. Kiedy tylko słońce słabło bywało ciężko i burzliwie, spięcia mijały wraz ze wzrostem temperatury i przejrzystości nieba. Skłaniało mnie to do coraz bardziej wytężonej pracy nad uniezależnianiem się od okoliczności zewnętrznych i szukaniem zaczepienia w sile zmysłów. Nie było łatwo i zawsze skutecznie, ale gdy tylko czułam, że wzbiera we mnie złość, smutek, rozdrażnienie sięgałam do mocy słuchu, węchu czy najbardziej dla mnie skutecznego dotyku i starałam się uspokoić, wyciszyć, usunąć na bok. Paradoksalnie na wakacjach nie było łatwiej niż w domu, moja duma i wiara w możliwość panowania nad własnymi myślami i zachowaniami zostały wystawione na ciężką próbę. Ale przecież nie poddaję się i z jeszcze większym zapałem zabieram się za swoje „uzmysławianie”, uczenie się korzystania z siły zmysłów dla lepszego, pełniejszego życia. Dzisiaj o zmysłowości per se.

Na fenomenalnym blogu Gdybym Dorosła Ewy Panufnik, współzałożycielki Dojrzewalni Róż, przeczytałam: Kiedy w pewnym momencie dotarło do mnie, że moja seksualność to moja rzecz  i to ja decyduję kiedy mam ochotę na jej ekspresję i w jaki sposób, było to niezwykle wyzwalające. Nie mogłam uwierzyć, że przez tyle lat pozbawiałam się dostępu do tak wielkiej życiowej siły. Zaczęłam się cieszyć swoim ciałem, afirmować je, pozwalać mu wibrować energią, gdy jest czymś lub kimś poruszone. Wpłynęło to na mnie w wielu aspektach, także w relacjach z innymi. Stałam się bardziej siebie świadoma, pewna, ukorzeniona.

W moim przypadku oznaczało to też mniej ostentacyjnie uwodzicielska... Energię i zmysłowość, którą marnotrawiłam na bezproduktywne poszukiwanie adoracji i zachwytu w oczach obcych mi ludzi zamieniłam na nieustający flirt ze światem moim wewnętrznym i cudowną bliskość z mężem. Zaczęłam bardziej czuć siebie i wierzyć sobie. Poznałam więcej swoich możliwości i chociaż ewidentnie ciągle jeszcze nie jestem gotowa całkowicie zrozumieć swojej drogi i nią ruszyć przed siebie, to siły witalne jakie udało mi się ochronić, ta élan vital, pęd życiowy sprawia, że chce mi się szaleć i robić głupie miny do aparatu :)

Na tym samym blogu, Ewa Panufnik pisze: Pamiętam, jak kiedyś moja przyjaciółka, sfrustrowana w tamtej chwili długotrwałym brakiem seksualnej relacji w swoim życiu przeżyła olśnienie, że to nie pozbawia jej możliwości przeżywania swojej seksualności. Stworzyła listę 25 sposobów w jaki może ją wyrażać i się nią cieszyć bez partnera: poczynając od ubioru, czy bielizny, które pomagają jej poczuć się zmysłową, poprzez oglądanie pięknych erotycznie filmów, słuchanie poruszającej jej serce muzyki, po bieganie po łące bez bielizny pod spódnicą:-)
Te słowa wyrażają moje głębokie przekonanie, że niezależnie od intensywności seksualnych relacji, wrażliwość zmysłowa determinuje jakość życia i sprawia, że każdy dzień może być niesamowity, pełen wrażeń, chociaż niekoniecznie intensywny czy ekscytujący. Otworzenie się na zmysłowe doznania nawet w tych najbardziej prozaicznych czynnościach może podnieść komfort życia, przywrócić przyjemność, zapewnić żywy kontakt z tym czego dotykamy, czego doświadczamy. I chociaż nieco absurdalnie może brzmieć „nawiąż zmysłowy kontakt z gąbką, którą myjesz naczynia”, to mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.

Zainspirował mnie ten pomysł 25 sposobów na przeżywanie swojej zmysłowości. No i wyzwanie sobie stawiam większe – z Waszą pomocą chciałabym znaleźć co najmniej 100 takich sposobów:)

Oto początek listy sposobów, rzeczy, doznań, które mnie „uzmysławiają”:

1.    „Noski-noski eskimoski” na zalanej słońcem plaży i super zbliżenie woalu Wiktorowych rzęs
2.    Głaskanie świeżo ściętych maszynką włosów Arka
3.    Bezcelowe przesypywanie przez palce rozgrzanego piasku
4.    Bezcelowe przesypywanie przez palce zimnej ziemi.
5.    Chodzenie boso lub przynajmniej bez butów (zdarza mi się nawet w biurze)
6.    Perfumowanie pulsującego nadgarstka moim ulubionym zapachem, który ktoś bliski określił jako „ciepłołóżkowy”
7.    Zlizywanie masła orzechowego z łyżeczki (mamy nawet z Arkiem mały spór zatytułowany przez niego. „O wyższości powolnego zlizywania masła z łyżeczki nad łapczywym pochłonięciem na raz”)
8.    Pierwsze zanurzenie w świeżo zmienionej, pachnącej czystością pościeli
9.    Ciepła dłoń Wiktora muskająca mnie po twarzy przez sen
10.    Dźwięk tuptających bosych nóżek nocnego podróżnika kiedy przemieszcza się z całą rodziną misiów do naszego łóżka
11.    Zimowe szczelne otulenie kołdrą i świadomość, że przede mną kilka godzin słodkiego bycia kokonem
12.    Pierwsze zanurzenie w gorącej wannie, tak, że wystaje tylko nos wciągający mocno zapach pomarańczowej soli do kapieli
13.    Świeżo wyjęte z opakowania rajstopy
14.    Rozkosznie dziecięco brudne kciuk i palec wskazujący  - po korzystaniu z sezonu i wyłuskaniu dwóch wielkich słoneczników
15.    Przyjemny szum w głowie po wypiciu pierwszej butelki wina i przed otworzeniem kolejnej, która zazwyczaj kończy się już bólem głowy (a to dzieje się właśnie teraz!!!:))

cdn,

Jakie są Wasze typy? Czy zauważacie jak Wasze zmysły odbierają i zapisują świat?



Best Blogger Tips

poniedziałek, 30 lipca 2012

Listy, książka i słodkie nicnierobienie spisane na wieczność

Fot. Biedronka by Ekaterina Volkova, Wiktor by Ewa Suszek, Skrzynka z listami od i do moich rodziców by Ewa Suszek



Główna przeszkoda mojej twórczej aktywności i jednocześnie jej główne paliwo. Gdybym nie traciła czasu na leniwe przeglądanie kolorowych gazet czy piłowanie i tak wiecznie kiepskich paznokci albo na leżenie i patrzenie na biedronki to nie napisałabym nic i nie uśmiechałabym się do nikogo.

Wczoraj z Wiktorem w ogrodzie u Dziadków obserwowaliśmy losy trzech biedronek, które na zmianę chodziły po trawie, przefruwały uroczym lobem i znowu spacerowały po trawie, tylko już w innym miejscu. Wchodziły na mój duży palec u nogi, odbijały się od niego i szybowały w stronę słodyczy dojrzałych poziomek. Tam, zaspokoiwszy głód, usypiały syte i prawdopodobnie na swój sposób szczęśliwe, chowając skrzydełka i czułki do nakrapianego pancerzyka chroniącego je przed piekącym słońcem. Wiktor wzdychał, śmiał się i podekscytowany podskakiwał w miejscu. Ja po raz pierwszy w życiu naprawdę WIDZIAŁAM biedronki. No może z wyjątkiem tych chwil z mojego dzieciństwa, kiedy między mną a biedronkami też dochodziło do tej metafizycznej międzygatunkowej zgodności tu i teraz. Mała Ewunia i fruwające stado siedmiokropek. Tak jak trzydzieści parę lat temu tak i wczoraj, licząc czarne kropki na idealnej biedronkowej czerwieni czułam wzruszenie, siłę i słabość jednocześnie. Ale przede wszystkim radość, że mogę tu być z moim kochanym synem i razem z nim przeżywać zachwyt nad życiem pod postacią biedronki.

Gorące słońce, kojący wiatr, chropowata i chrupiąca (wiem, bo za namową Wiktora spróbowałam trochę) kora pod stopami i naturalnie pobudzający stopy masaż świeżo skoszoną trawą – zmysłowe przypominacze o pełnym przeżywaniu chwili. I Wiktor, namacalne spełnienie nawet nieuświadomionych marzeń. Chcę zawsze pamiętać, że życie jest cudowne. Tu i teraz. I Wam też nie pozwolę o tym zapomnieć :)

Mój projekt nr 1 - do Waszej konsultacji

Żeby nie zapomnieć o tych pięknych chwilach i żeby Wiktor miał pamiątkę jak będzie już starszy, świadomy i poszukujący korzeni i śladów swojego dzieciństwa, piszę do niego listy (część publikowałam na blogu, który wielu z Was zna). Chcę wydać książkę na ich podstawie, bo mocno wierzę w kojącą siłę pisania listów i chciałabym rozpropagować tę ideę wśród polskich rodziców. Chciałabym żeby ta książka pomogła początkującym rodzicom ubrać w słowa intensywne emocje, a tym, którzy pierwszy rok życia swoich dzieci mają już dawno za sobą, przypomniała uczucia, które im wtedy towarzyszyły.

Sama zaczęłam pisać, bo było to dla mnie w jakimś stopniu oczywiste. Mimo wielu nowych obowiązków i niedogodności regularnie spisywałam swoje przeżycia i życie Wiktora z myślą, że to nie powinno ulecieć. Kiedy przeglądając któregoś wieczoru pamiątki po mojej mamie znalazłam jeden z jej listów do mnie, zrozumiałam, że list jest formą, której potrzebuję. Listy pomagają w nieszablonowy sposób komunikować się z dzieckiem, spisywać wspomnienia w taki sposób żeby budować jego poczucie wartości, przypominać mu o jego wyjątkowości. W listach możemy wyrazić to, co trudno powiedzieć, bo wypowiedziane wydaje nam się zbyt ckliwe, sentymentalne. Dzięki listom, nasze dzieci będą mogły zawsze przypominać sobie jak były dla nas niezwykłe, niepowtarzalne i co do nich czuliśmy od pierwszych chwil ich życia.

Zabieram się do tego projektu od dawna, ale obiecałam sobie, że w te wakacje wypuszczę go w świat i zbiorę jak najwięcej słów wsparcia, pomysłów, kontaktów i energii żeby jesienią znaleźć wydawcę.
Co sądzicie o tym pomyśle? Macie jakieś wskazówki? Chcielibyście mieć taką książkę albo dać ją komuś w prezencie?


Best Blogger Tips

poniedziałek, 23 lipca 2012

I choose not to be afraid to be great.



Jak wiecie, wielokrotnie na tym blogu miałam momenty lepsze i gorsze, wpisy bardziej przemyślane i spektakularne i takie, które powstawały raczej z mojego poczucia winy, że nie piszę czy z obowiązku, bo inaczej ten blog padnie. Jednocześnie, w prywatnych opasłych notesach pisałam alternatywny blog, w którym powstawały historie i przemyślenia tylko pozornie nie nadające się na bloga. Korzystając z dobrodziejstw wolnego od Wiktora czasu (gdyż ten u Dziadków się bawi świetnie), który mogę poświęcić tylko sobie i swoim zainteresowaniom, przyjrzałam się temu wszystkiemu co z mojej głowy na papier wychodzi i temu co w niej się tli lub kotłuje i postanawiam się niniejszym to uporządkować! Jak? Po pierwsze zagłębię się w siebie i odważę przyznać sama przed sobą czego chcę najbardziej, tak prosto z serca. Prawda jest taka, że to przeczuwam i nieświadomie trochę i na oślep działam w życiu zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Ale chcę to robić świadomie i z pełną parą.

Zaczynam swój projekt kreatywny. W którym na warsztat biorę siebie i sprawdzam co mi z siebie wyjdzie. Ułożę się z rozproszonych kawałków, które potencjalnie mają sporą wartość w spójną całość, która będzie pełniej realizować moje powołanie – albo po prostu da mi radość z tworzenia i pracy nad sobą i swoim charakterem. Możliwe, że przede mną nieskończone możliwości, niebo pełne najróżniejszych chmur, kolory tęczy i wielkie rzeczy. Możliwe, ale ja chcę to sprawdzić. Poupychane w różnych zakamarkach mojej głowy i serca pomysły, wskazówki, uczucia, przeczucia przyciągnę i zweryfikuję. Żeby nie zalegając niespełnione, dały miejsce spełnieniu lub nowym pomysłom.

Nie chcę dłużej łudzić się swoją potencjalną wielkością. Zapraszam do współpracy książki, notesy, przyjaciół, mentorów i Was, obecnych i mam nadzieję przyszłych czytelników. Ponieważ droga to niełatwa i jednym z moich zadań jest konfrontacja moich wewnętrznych przekonań i pomysłów ze światem zewnętrznym, komentarze i wsparcie będzie mi niezwykle potrzebne. Podczas  najbliższych tygodni będę się uwijać, rozwijać i składać coraz bardziej w kierunku mnie autentycznej - wykorzystującej swój potencjał i spełniającej marzenia.

Gnothi seauton. Poznaj siebie.

PS Tytuł posta zaczerpnięty z piosenki "Dreams" Smolika

Best Blogger Tips