Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 czerwca 2012

Comfort food

Fot. Ewa Suszek

W taką pogodę potrzebowaliśmy gorących i słodkich placuszków. Te z Kwestii Smaku są arcyboskie. Wiktor robił pianę z białek, wyjadał prażone jabłka i próbował mi czytać przepis. Pachniało cynamonem i masłem. Nie mam dość takich wieczornych spontanicznych pomysłów.

Best Blogger Tips

niedziela, 24 czerwca 2012

Moje w kuchni zabawy

Fot. Ewa Suszek, inspirowane Dniem Ojca :)
 
Niby kwiat, a jednak nie chciałabym żeby ten zapach utrzymywał się zbyt długo w moim domu...

" (...) czymże byłaby róża, gdyby miała woń kapusty." Małgorzata Musierowicz


Fot. Ewa Suszek - dodałam oko z jałowca, nie wiem czy dobrze?
Best Blogger Tips

sobota, 17 grudnia 2011

To ten czas...

Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu.
Antoine de Saint-Exupéry


Podczas gdy ja nadal w kłębek zwinięta - i bez inspiracji do pisania - mój syn i jego cudowna niania artystycznie wyzywali się na cieście piernikowym. Dołączyłam w fazie dekoracji, a efekty poniżej. Prawdziwe i piękne mniam!





Best Blogger Tips

poniedziałek, 10 października 2011

Jedynie

Wiktor pięknie mówi „dinia” na dynię. Ale mimo, że ciągnie go do wszystkiego co dużo większe od niego, Wiktor za dynią nie przepada. Jeszcze piękniej mówi Wiktor „diniajni” na dinozaura. Wiktor dinozaury uwielbia. Co łączy dynię i dinozaura poza skrajnymi emocjami jakie wywołują u mojego syna? Podobnie jak kiedyś w mezozoiku z dinozaurami nie mogły się równać żadne inne zwierzęta, tak teraz dynie swoimi rozmiarami biją na łeb wszystkie inne warzywa. Blisko 800 kilogramów ważyła największa dynia świata. Jakieś 1000 litrów pysznej zupy.

Wiktor dyni nie je. I dinozaury dyni nie jedzą. Kto je dynie? Jedynie ja?

Co roku pod koniec sierpnia kupuję pierwszą w sezonie dynię. Taszczę te kilka kilo pięknej hokkaido do domu i przez co najmniej tydzień rozkoszuję się tylko jej widokiem, czekając aż nabierze dojrzałości w moim cieple rodzinnym. Potem, robię pierwszą w sezonie zupę dyniową. Co roku inną – raz z mlekiem kokosowym, imbirem i migdałami, innym razem pachnącą podsmażonym na maśle porem i skwierczącą podpieczonym parmezanem. Lubię też tę żmudną obróbkę dyni – obieranie twardej skóry, wybieranie pestek, siekanie miąższu. Dwa razy w życiu zdarzyło mi się nawet podać gorący krem w wydrążonej misie z dyni. Zapewniony efekt wow. A jako, że dyni na zupę zawsze za dużo, część zostawiam na ciasto albo placki, np. te dyniowo-serowe z imbirem i rodzynkami. Mniam.

Dzisiaj krótko, bo dzień był długi. Już po północy, więc wsiadam w dyniową karocę i pędzę spać. Dobranoc.


Fot Arek Suszek i Ewa Suszek
Best Blogger Tips

środa, 24 sierpnia 2011

Mniam Mama i poma amoris


Fot. Arek Suszek
 
Za tydzień, w ostatnią środę sierpnia w hiszpańskim miasteczku Buñol kilkaset tysięcy ludzi zgromadzi się na głównej ulicy miasta żeby obrzucać się pomidorami, a potem długo tarzać się i nurzać w pomidorowej paciaji tworząc gigantyczny, ekologiczny bałagan. I chociaż jest zapewne wiele smaczniejszych sposobów na wykorzystanie pomidora, to smarowanie siebie i innych miłych naszemu oku i sercu ciał miękkim miąższem czerwonego owocu, pachnącego latem i najpyszniejszymi sosami do makaronu jest, muszę przyznać, bardzo pociągające. Zanim jednak pojawi się w moim życiu okazja do zorganizowania takiej mini tomatiny, np. przed przeprowadzką albo totalnym przemalowaniem mieszkania, bawię się pomidorami w mniejszej skali i szukam sposobów na nacieszenie się ich smakiem w tym najwspanialszym na nie sezonie.

Fot. Arek Suszek


Przez jednych uważany za owoc, przez innych za warzywo, pomidor to chyba najpyszniejszy i najprostszy składnik codziennej kuchni na całym prawie świecie. Trudno wyobrazić sobie bez niego kuchnię włoską, hiszpańską, meksykańską. Trudno też wyobrazić sobie, że kiedyś uważano pomidora za roślinę trującą - Hiszpanie nazywali go comida del diablo, czyli pokarm diabła, Włosi mala insana, czyli niezdrowy owoc. Przez długie wieki ten przywieziony do Europy z Ameryki Południowej przez Krzysztofa Kolumba skarb kulinarny pozostawał niedoceniony i szkalowany. Aż do momentu, w którym jakiś sprytny włoski pre-marketingowiec rozpuścił plotkę, że pomidor to potężny afrodyzjak i zaczęło się szaleństwo. Wykorzystując to rozbudzone zainteresowanie, równie sprytny botanik, tym razem już znany i udokumentowany, Konrad von Gesner, nadał pomidorom kuszącą nazwę poma amoris czyli jabłka miłości i zachwalał jako idealny zastrzyk energii dla wszystkich uprawiających miłość, zapewniający długie godziny niegrzecznych zabaw po kołdrą, na trawie, stole i sianie. A jako, że nie ja jedna lubię szukać powiązań, nawiązań i zbiegów okoliczności, ktoś jeszcze inny ogłosił, że to właśnie pomidory (w tamtych czasach występujące głównie w żółto-pomarańczowej odmianie) były „złotymi jabłkami” niezgody z mitologii greckiej, które sprawiały, że najpiękniejsze kobiety prześcigały się w ciał prężeniu przed rozdającym te jabłka mężczyzną. I to wystarczyło żeby mężczyźni z całego świata rzucili się tłumnie do kuchni by, mobilizując całą swoją wyobraźnię i kreatywność, ciąć, siekać, dusić i zapiekać, tworząc fantastyczne pomidorowe pyszności dla kobiet, które pragnęli zdobyć. A w Polsce pomi d’oro, czyli złote jabłko, zmieniło się w pomidora, który niezmiennie czaruje i uwodzi niezależnie od płci. Uwodzi czerwienią jędrnej skórki, pełnym soku i nasionek mięsistym wnętrzem owocu, które kiedyś musiało oburzać co wrażliwszych smakoszy nie szukających w jedzeniu niczego poza zaspokajającą głód kalorycznością. I jakby mało było naocznych oznak bezwstydności, ten ni to owoc ni warzywo jest hemafrodytą - sam potrafi się rozmnożyć i robi to chętnie i bez zahamowań.

Pomidor niezawodnie rozbudza apetyt wszelki. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie cudowne połączenie krwiście czerwonych  pomidorowych bawolich serc z pachnącą zieloną bazylią, albo drobniutko pokrojonych pomidorków czereśniowych na chrupiącej grzance skropionej oliwą extra vergine, albo idealne połączenie gorącego pomidorowego kremu z rozpływającą się w nim białą, wilgotną mozzarellą. Mniam. Fantastyczny na surowo, równie pyszny i zdrowy po przetworzeniu (wbrew powszechnym opiniom ketchup jest bardzo zdrowy, a jak twierdzi mój mąż i połowa świata, wszystko z nim smakuje lepiej). Śliczny, zdrowy, wypełniony witaminą C, E, beta karotenem, potasem, wapniem i żelazem. Jednym słowem, skarb. Hodujcie lub kupujcie najlepsze pomidory, wdychajcie ich boski zapach od strony szypułki, a potem tnijcie, siekajcie, duście i zapiekajcie. Na zdrowie, ku pokrzepieniu ciała i podsyceniu zmysłów...

Moje ulubione przepisy z wykorzystaniem pomidorów:

Sos do pizzy

Bruschetta

Frittata
Best Blogger Tips

środa, 17 sierpnia 2011

Mniam Mama i bakłażan w ogniu

Fot. Arek Suszek

Wiele jest stron i blogów o gotowaniu, z pięknymi zdjęciami i historiami kuchennymi, takich, które odwiedzam regularnie, testując przepisy na Arku i przyjaciołach. Bardzo lubię gotować, umiem gotować, ale jestem w tym raczej odtwórcza niż eksperymentująca, raczej ucząca się niż gotowa do uczenia innych. A jednak nie umiem oprzeć się pisaniu o jedzeniu i gotowaniu. Mam taką swoją małą niszę, w której czuję się całkiem pewnie i która sprawia mi olbrzymią radość. Jak w wielu innych dziedzinach życia, najważniejsza jest dla mnie przyjemność, estetyka, doświadczenie, radość na twarzy ukochanej osoby i zabawa. Zabawa jedzeniem, dekoracją, skojarzeniami, słowem. Literackie podejście do jedzenia, wiersze, emocje i klimat. I o tym też chcę pisać. O afrodyzjakach, jedzeniu dla seksu, po seksie, w trakcie seksu. Lubieżnym łakomstwie i odurzeniu smakiem, zapachem, procentem. O tym jak przez jedzenie można wyrazić miłość. Jak przez jedzenie można sprawić, że ktoś się roześmieje na sam widok talerza. Jak dzięki drugiemu śniadaniu można poprawić fatalny początek dnia i rozładować napięcie przed trudnym spotkaniem. Jakie są moje ulubione przepisy z sieci.

Fot. Ewa Suszek


Na początek zestaw lunchowy dla Arka, który kilka dni temu trafił do jego torby.
A w nim:

….. kanapka z baba ganoush. Spróbowałam pierwszy raz dzięki rekomendacji i dosadnemu opisowi na White Plate – miało być brzydkie i dobre, wyszło bardzo brzydkie i pyszne! Cudowności na chlebie, na łyżeczce, na palcu, oblizywanym jeszcze przed schłodzeniem pasty... Baba ghanoush, baba ganush, baba ghannouj  znaczy po arabsku „rozpieszczony tatuś” :) Rozpieszczony pysznym dymnym smakiem grillowanego bakłażana zmieszanego z kremową sezamową pastą Tahini, czosnkiem, cytryną, solą i pieprzem.
A bakłażan, wiadomo. Gruszka miłości, obła, kształtna maczuga, błyszcząca, z napiętą, gładką, błyszczącą skórą. Najlepiej smakuje spalony żywcem w pełnym ogniu, który wyciąga z niego najpiękniejsze nuty. Uznawany w wielu krajach za afrodyzjak, w kilku dopuszczany do jedzenia tylko dla kobiet, bo podobno u mężczyzn zabija pożądanie.. Niezależnie od potencjalnego wpływu na libido, bakłażan jest super. Podobno reguluje cholesterol obniża ryzyko chorób układu pokarmowego, a nawet leczy objawy świnki.
A czas na niego coraz lepszy. Jedzcie bakłażany! Obierajcie rozżarzone oberżyny. Aż zadrżycie z podniecenia i wszystko będzie piękniejsze.


P.S. Moje ulubione przepisy z wykorzystaniem bakłażana:







Best Blogger Tips