![]() |
| Fot. Biedronka by Ekaterina Volkova, Wiktor by Ewa Suszek, Skrzynka z listami od i do moich rodziców by Ewa Suszek |
Główna przeszkoda mojej twórczej aktywności i jednocześnie jej główne paliwo. Gdybym nie traciła czasu na leniwe przeglądanie kolorowych gazet czy piłowanie i tak wiecznie kiepskich paznokci albo na leżenie i patrzenie na biedronki to nie napisałabym nic i nie uśmiechałabym się do nikogo.
Wczoraj z Wiktorem w ogrodzie u Dziadków obserwowaliśmy losy trzech biedronek, które na zmianę chodziły po trawie, przefruwały uroczym lobem i znowu spacerowały po trawie, tylko już w innym miejscu. Wchodziły na mój duży palec u nogi, odbijały się od niego i szybowały w stronę słodyczy dojrzałych poziomek. Tam, zaspokoiwszy głód, usypiały syte i prawdopodobnie na swój sposób szczęśliwe, chowając skrzydełka i czułki do nakrapianego pancerzyka chroniącego je przed piekącym słońcem. Wiktor wzdychał, śmiał się i podekscytowany podskakiwał w miejscu. Ja po raz pierwszy w życiu naprawdę WIDZIAŁAM biedronki. No może z wyjątkiem tych chwil z mojego dzieciństwa, kiedy między mną a biedronkami też dochodziło do tej metafizycznej międzygatunkowej zgodności tu i teraz. Mała Ewunia i fruwające stado siedmiokropek. Tak jak trzydzieści parę lat temu tak i wczoraj, licząc czarne kropki na idealnej biedronkowej czerwieni czułam wzruszenie, siłę i słabość jednocześnie. Ale przede wszystkim radość, że mogę tu być z moim kochanym synem i razem z nim przeżywać zachwyt nad życiem pod postacią biedronki.
Gorące słońce, kojący wiatr, chropowata i chrupiąca (wiem, bo za namową Wiktora spróbowałam trochę) kora pod stopami i naturalnie pobudzający stopy masaż świeżo skoszoną trawą – zmysłowe przypominacze o pełnym przeżywaniu chwili. I Wiktor, namacalne spełnienie nawet nieuświadomionych marzeń. Chcę zawsze pamiętać, że życie jest cudowne. Tu i teraz. I Wam też nie pozwolę o tym zapomnieć :)
Mój projekt nr 1 - do Waszej konsultacji
Żeby nie zapomnieć o tych pięknych chwilach i żeby Wiktor miał pamiątkę jak będzie już starszy, świadomy i poszukujący korzeni i śladów swojego dzieciństwa, piszę do niego listy (część publikowałam na blogu, który wielu z Was zna). Chcę wydać książkę na ich podstawie, bo mocno wierzę w kojącą siłę pisania listów i chciałabym rozpropagować tę ideę wśród polskich rodziców. Chciałabym żeby ta książka pomogła początkującym rodzicom ubrać w słowa intensywne emocje, a tym, którzy pierwszy rok życia swoich dzieci mają już dawno za sobą, przypomniała uczucia, które im wtedy towarzyszyły.
Sama zaczęłam pisać, bo było to dla mnie w jakimś stopniu oczywiste. Mimo wielu nowych obowiązków i niedogodności regularnie spisywałam swoje przeżycia i życie Wiktora z myślą, że to nie powinno ulecieć. Kiedy przeglądając któregoś wieczoru pamiątki po mojej mamie znalazłam jeden z jej listów do mnie, zrozumiałam, że list jest formą, której potrzebuję. Listy pomagają w nieszablonowy sposób komunikować się z dzieckiem, spisywać wspomnienia w taki sposób żeby budować jego poczucie wartości, przypominać mu o jego wyjątkowości. W listach możemy wyrazić to, co trudno powiedzieć, bo wypowiedziane wydaje nam się zbyt ckliwe, sentymentalne. Dzięki listom, nasze dzieci będą mogły zawsze przypominać sobie jak były dla nas niezwykłe, niepowtarzalne i co do nich czuliśmy od pierwszych chwil ich życia.
Zabieram się do tego projektu od dawna, ale obiecałam sobie, że w te wakacje wypuszczę go w świat i zbiorę jak najwięcej słów wsparcia, pomysłów, kontaktów i energii żeby jesienią znaleźć wydawcę.
Co sądzicie o tym pomyśle? Macie jakieś wskazówki? Chcielibyście mieć taką książkę albo dać ją komuś w prezencie?

